Manon Gauthier. Dorastałam z myślą, że nie potrafię rysować

Manon Gauthier zilustrowała swoją pierwszą książkę dla dzieci w 2006 roku, mając czterdzieści siedem lat. Rok później otrzymała za nią nominację do prestiżowej nagrody literackiej, w kategorii ilustracja, i… straciła pracę jako projektant graficzny, której oddała dwadzieścia lat życia. Oba wydarzenia, sprzężone ze sobą, zaowocowały decyzją o całkowitym poświęceniu się tworzeniu książek dla młodych.

Manon Gauthier: Nie rysowałam przez ponad dwie dekady, zaczęłam więc ćwiczyć różne znane mi techniki, uczyłam się nowych, eksperymentowałam. W końcu zrobiłam kilka ilustracji na własny użytek, stając się jednocześnie członkiem Stowarzyszenia Ilustratorów Quebecu. Dostałam moje pierwsze zlecenie na podstawie jednej pracy, zamieszczonej na stronie internetowej Stowarzyszenia”.

Od tamtej pory Manon zilustrowała kilkanaście książek dla dzieci, wydanych w Kanadzie i Europie. Przez jej ręce przeszły dziesiątki arkuszy papieru, kolorowe kredki, ołówki i gwasze. Była trzykrotnie nominowana do Nagrody Literackiej Gubernatora za ilustracje do książek: „Ma maman du photomaton” (2007 r.), „Triste Sort ou l’hurluberlu de Morneville” (2010 r.) i „Giroflée Pois-Cassé” (2012 r.). W styczniu 2014 roku cztery jej ilustracje z książki „Mon parc” zostały wybrane do udziału w prestiżowej wystawie „Mostra degli illustratori” prezentującej książki dla dzieci w Bolonii. Pracuje również nad pierwszą autorską pozycją, złożoną z kilku odrębnych historii.

Manon Gauthier: Każde nowe zlecenie jest okazją do poszukiwania siebie i artystycznej tożsamości, zadawania pytania: kim jestem? Mijają trzy lata odkąd odkryłam, że techniką, którą chcę kontynuować jest kolaż, choć  wciąż muszę sobie powtarzać, że to pełnoprawna metoda tworzenia, bo ciągle słyszę w głowie, że nie potrafię rysować”.

W przypadku Manon pokutuje, wyniesione z dzieciństwa, przekonanie o własnych deficytach. Dużo wiary w siebie daje jej jednak praca z dziećmi, która działa na nią terapeutycznie. Ilustratorka zaangażowała się w program „Kultura w Szkole” Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Quebecu, mający na celu zintegrowanie sztuki z zajęciami szkolnymi i promowanie jej jako kierunku kariery zawodowej. Prowadzi, w związku z tym, regularnie warsztaty plastyczne dla dzieci w przedszkolach, szkołach podstawowych i gimnazjalnych.

Manon Gauthier: Pewnego dnia, podczas warsztatów, podszedł do mnie chłopiec i spytał, czy dużo rysowałam, gdy byłam mała. Uświadomiłam sobie wtedy, że odkąd skończyłam cztery lata robiłam kolaże, trochę z braku innych możliwości. Pochodzę z ubogiej rodziny, w której nie było pieniędzy na materiały plastyczne, zbierałam więc stare gazety, wycinałam z nich wybrane elementy i przyklejałam do kawałka papieru. Inni uczniowie śmiali się ze mnie, dorastałam więc z myślą, że nie potrafię rysować”.

Artystce zależy, aby skromne warunki bytowe jej podopiecznych nie były przeszkodą w radosnym tworzeniu, często przeprowadza więc warsztaty w ubogich środowiskach i szkołach z wykorzystaniem zwykłych, drewnianych kredek i materiałów z recyclingu.

Punktem wyjścia, prowadzonych przez nią zajęć, jest jednak przede wszystkim nieregularny kawałek papieru, wydarty z większej całości. To wokół niego ma rozegrać się graficzna historia. Ten sam element na jednej pracy będzie księżycem, na innej nową fryzurą mamy, a na kolejnej sumiastym wąsem sprzedawcy lodów. Dalszą część ilustracji młodzi ludzi dorysowują kredkami, tworząc własne opowieści. Gauthier twierdzi, że taka metoda pracy wyzwala bardzo indywidualnie wyobraźnię każdego dziecka. Uczestnicy mają większą skłonność do zaakceptowania swojej twórczości i o wiele mniejszą tendencję do porównywania swoich ilustracji z pracami pozostałych dzieci. Nie oceniają siebie i innych, a to najprostsza droga do samoakceptacji i tolerancji.

Ilustratorka pracuje także z dziećmi autystycznymi, które cechuje szczególny rodzaj wrażliwości na otaczający świat oraz trudności w komunikacji społecznej. Początkowo opiekunowie, pojawiający się na warsztatach wraz z podopiecznymi, byli sceptycznie nastawieni do, proponowanych przez Manon, metod pracy. Doświadczenie zawodowe nie pozwalało im uwierzyć w potencjalny sukces przedsięwzięcia.

Manon Gauthier: „Nigdy nie zapomnę łez w oczach nauczycielki na widok rysującej dziewczynki, która nigdy wcześniej nie wykazywała zainteresowania pracami plastycznymi. W takich chwilach czuję się naprawdę potrzebna”.

Manon, w swoich projektach, także wychodzi od jakiejś formy, a potem daje się ponieść rzece pracy, dokładając kolejne elementy. Nie robi szkiców. Rano zaczyna swobodnie, bawiąc się tworzywem. Po południu obserwuje wnikliwie swoją pracę. Bierze do ręki nożyczki, wycina fragmenty ilustracji i układa je w różnych konfiguracjach tak długo, aż osiągnie zamierzony efekt. Nie lubi pracować na białym, czystym papierze. Często najpierw przygotowuje podkłady, rozprowadzając po nich gwasze wprawnym ruchem pędzla albo korzysta ze starych ilustracji jako bazy. Jakiś czas temu dostała pudełko z papierami o różnych fakturach – pamiątkę po zmarłej przyjaciółce, które są teraz częścią wielu jej prac. W ten sposób czuje, że droga osoba jest wciąż blisko niej.

Manon Gauthier: „Nie widzę swoich bohaterów w głowie. Muszę zobaczyć ich na papierze. Zaczynam przeważnie od narysowania oczu i nosa, bo to one decydują o indywidualnym charakterze postaci, a dopiero potem powstaje cała sylwetka”.

W ilustracjach Gauthier widoczna jest wrażliwość dziecka. Celowe niedociągnięcia, deformacje i dysproporcje nadają im lekkiego, niewymuszonego charakteru. Jej bohaterowie mają w sobie coś z dawno zapomnianego świata dzieciństwa, gdy twórczość była świeża i pozbawiona wszelkich granic.

Manon Gauthier: „Pamiętam doskonale początek, pierwszego w moim życiu, roku szkolnego. Byłam przerażona, bo miałam rozstawać się z moim psem, na kilka godzin dziennie, prawie każdego dnia. Bałam się, że będzie mu smutno, usiadłam więc obok niego i tłumaczyłam spokojnie, dlaczego nie mogę już spędzać z nim tyle czasu. Wiele lat później powstała ilustracja przedstawiająca dziewczynkę i psa „rozmawiających” przy stole”.

Małe czerwone pieczątki pojawiają się na ilustracjach Manon od 2015 roku. Odbyła wtedy podróż do Korei Południowej wraz z dziewięcioma innymi zaproszonymi gośćmi – finalistami konkursu dla ilustratorów.

Manon Gauthier: „Pieczątka z imieniem i nazwiskiem właściciela, zapisanym po koreańsku, była jednym z wielu prezentów ofiarowanych nam przez organizatorów spotkania”.

Trudno odmówić Manon Gauthier talentu i determinacji w poszukiwaniu artystycznej tożsamości. Z całą pewnością ma ogromny wkład w rozwój małoletniej społeczności Montrealu, gdzie mieszka i pracuje oraz odbiorców, ilustrowanych przez nią, książek. Zaskakuje natomiast skromność oraz autentyczność w sposobie bycia artystki. Ujmująca naturalność, z jaką opowiada o swoich ograniczeniach, biega na boso po deskach Klubu PROZA i wzrusza się na myśl o zmarłej przyjaciółce pokazuje bardzo ludzką, dojrzałą twarz ilustratorki, która nie zapomniała być sobą.

***

Manon Gauthier przyjechała do Polski, na zaproszenie Pawła Pawlaka, w związku z wystawą ilustracji Ewy Kozyry-Pawlak i Pawła Pawlaka „Para-buch!” w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Spotkanie autorskie z Manon odbyło się 26 czerwca 2017 roku w Klubie PROZA we Wrocławiu. Współorganizatorami wydarzenia była Katedra Projektowania Graficznego ASP we Wrocławiu i Wrocławski Dom Literatury. Spotkanie prowadzili Paweł Pawlak i Anita Wincencjusz-Patyna. Rozmowę, z języka francuskiego, tłumaczyli Paweł Pawlak i Dorota Hartwich.

zdjęcia: Rafał Grabarczyk
ilustracja: Nika Jaworowska-Duchlińska

UdostępnijShare on FacebookGoogle+Pin on PinterestTweet about this on Twitter
  • m e

    Stokrotne dzięki! Czekałam 🙂

    • Karolina Grabarczyk

      😀