Wilton’s Music Hall. Dom, który przetrwał…

… pożar, ubóstwo, głód, bitwę, wojnę, opuszczenie, samotność… Ocalenie murów, które były… domem, piwiarnią, salą muzyczną, salą metodystyczną, magazynem… Teatrem, o który walczyli… John Wilton, John Earl, Fiona Shaw i Deborah Warner, Mark Dornford-May, Frances Mayhew.

Dom

1690. Londyn. Dzielnica East End. Ulica Graces Alley wpada w północno-zachodni róg placu Wellclose. Pięć, z nowo wybudowanych domów (1-4 Graces Alley oraz 17 Wellclose Square) wejdzie, za sto siedemdziesiąt lat, w skład dzisiejszego Wilton’s Music Hall. Na razie pełni rolę stricte mieszkalną.

Piwiarnia

Początek osiemnastego wieku przynosi złą sławę największemu z domów, znajdującego się pod numerem 1 przy Graces Alley. Mieszkańcy pobliskich budynków coraz częściej słyszą dźwięk tłuczonego szkła, głośną muzykę i dzikie wrzaski, przerywane nieludzkim śmiechem. Mówi się o pijaństwie, rozpuście i złu, gnieżdżącym się w jego murach. Budynek funkcjonuje pod nazwą The Prince of Denmark na cześć znajdującej się w pobliżu Ambasady Danii. Jest miejscem spotkań skandynawskich kapitanów morskich i zamożnych kupców, mieszkających przy Wellclose Square. Dla większości to zwykły burdel, będący synonimem życia, którego równie mocno nienawidzą, co pragną.

Sprzeczne uczucia potęguje z czasem narastająca wokół budynku, znanego teraz jako The Mahogany Bar, aura wyjątkowości na skalę Londynu. Zamontowany, przez właściciela, mahoniowy kontuar, któremu miejsce zawdzięcza nową nazwę, jest pierwszym takim w mieście, a pewnie i w całym kraju, przyciąga więc entuzjastów modernizacji.

Sala muzyczna

Wraz z upływem kilkunastu lat, The Mahogany Bar rośnie w siłę. Za głównym pomieszczeniem powstaje sala koncertowa, która będzie działać jako licencjonowany teatr, dopuszczony do wystawiania pełnometrażowych spektakli, do czasu, gdy w 1850 roku, budynek stanie się własnością Johna Wiltona i rozpocznie nowy rozdział w swojej historii.

Trzy lata intensywnej pracy przynoszą efekt w postaci Magnificent Music Hall – pierwszej sali muzycznej z prawdziwego zdarzenia, wybudowanej w miejsce zastanej przestrzeni koncertowej. Wilton nie spocznie jednak dopóki miejsce nie zalśni nie znanym dotąd blaskiem. Stopniowo usprawnia funkcjonowanie obiektu nowoczesnym ogrzewaniem, oświetleniem i systemem wentylacji. Ozdabia lustrami, kryształowymi żyrandolami i ściennym malarstwem dekoracyjnym. Aż w końcu, w 1859 roku, otwiera, przed publicznością, drzwi Magnificent New Music Hall – synonimu luksusu i wysokiej sztuki.

Prawie dekadę później Wilton straci zainteresowanie obiektem. Przez kolejnych kilkanaście lat budynek będzie funkcjonował jako sala muzyczna prowadzona przez różnych właścicieli. Na jej deskach wystąpią między innymi George Ware, Arthur Lloyd i George Leybourne.

Pożar

Wielki pożar oszczędza, w 1877 roku, jedynie cztery ściany i dziesięć, podpierających balkon kolumn. Dni Magnificent New Music Hall, jako respektowanego miejsca rozrywki, są policzone. Pomimo przeprowadzonej sprawnie odbudowy, budynek zostanie zamknięty cztery lata później i na długie lata straci swoje muzyczne alter ego.

Ubóstwo

East End słynie, pod koniec dziewiętnastego wieku, ze skrajnego ubóstwa i nędznych warunków życia. Sytuacja jest coraz bardziej beznadziejna. Brakuje jedzenia i czystej wody. Organizacje religijne angażują się w pomoc mieszkańcom, a zwłaszcza potrzebującym, okolicznym dzieciom. The East London Methodist Mission kupuje budynek, w 1888 roku, i zmienia jego nazwę na The Mahogany Bar Mission. Ruch metodystyczny staje się synonimem triumfu dobra nad grzeszną naturą ludzką, która sprowadza na siebie nieszczęścia. Wkrótce będzie uważany za źródło kresu ubóstwa w East End.

Wierzący widzą w tym palec Boży. Opowiadają historię o państwu Radcliffe oraz pannie Macpherson, którzy widząc ogrom zniszczenia budynku, padli na kolana i błagali Boga, na kilka lat przed przejęciem obiektu przez misję, by wyrwał go z mocy szatana i oddał w ręce chrześcijan.

Niewierzącym wszystko jedno czyja to zasługa. Najważniejsze, że widzą przed sobą perspektywę zapełnienia brzucha.

Głód

The Mahogany Bar Mission wydaje dziennie tysiące posiłków głodującym rodzinom strajkujących dokerów podczas The Great Dock Strike. Każdego dnia pod drzwiami budynku ustawia się kolejka szarych, zmęczonych twarzy o nieobecnym spojrzeniu. Misja będzie prowadziła swoją działalność przez prawie siedemdziesiąt lat, w trakcie najbardziej burzliwych okresów w historii Londynu, występując przeciwko społecznym nadużyciom. Pod dachem obiektu znajdą schronienie ludzie wszystkich wyznań i narodowości. Pochodzenie etniczne nie będzie miało żadnego znaczenia.

Bitwa

Oswald Mosley, przywódca skrajnych prawicowców, chce, by ulicami wschodniego Londynu przeszli faszyści wzorem włoskich Czarnych Koszul. Organizacje antyfaszystowskie zapowiadają bezwzględny opór. Rząd brytyjski waha się przed podjęciem ostatecznej decyzji z obawy przed zamieszkami, ostatecznie zezwala jednak na przeprowadzenie marszu, ale pod ścisłą kontrolą policji. 4 października 1936 roku wybucha bitwa na, sąsiadującej z Grace Alley, Cable Street pomiędzy Brytyjską Unią Faszystów, londyńską policją i lokalnymi antyfaszystami. Walczący używają kijów, kamieni, butelek, nóg od stołów i innej prowizorycznej broni. Do bitwy włączają się kobiety, rzucając z okien domów śmieci, zgniłe warzywa i nieczystości w stronę członków BUF.  W walkach zostaje rannych około sto siedemdziesiąt pięć osób, w tym policjanci, kobiety i dzieci.

Wojna

The London Blitz. 6 września 1940 roku Adolf Hitler wydaje rozkaz bombardowania Londynu. Niemieckie siły powietrzne Luftwaffe spuszczają na miasto tony śmiercionośnego żelastwa przez kolejnych pięćdziesiąt sześć dni i nocy, począwszy od 7 września. Londyn staje w ogniu. Giną ludzie. Setki budynków z hukiem obracają się w niwecz, wznosząc za sobą tumany kurzu. Wszędzie zgliszcza. Strach. Śmierć.

Opuszczenie

Wojna zmienia wszystko. Większość mieszkańców East End rozstaje się ze, zniszczoną biedą i przemocą, dzielnicą. Wiele lokalnych biznesów na zawsze zamyka drzwi, zostawiając po sobie osierocone lokale. Misja Metodystów opuści The Mahogany Bar Mission dopiero w 1956 roku. Najpierw da schronienie pięcioosobowej rodzinie Davida Masona, która zajmie cztery pokoje nad salą metodystyczną w zamian za opiekę nad obiektem i przygotowanie miejsca do nabożeństw. Osiem lat później w budynku nie będzie już życia.

David Mason: „W 1959 dostaliśmy nakaz opuszczenia obiektu w terminie czternastu dni, nikt nie chciał albo nie mógł nam pomóc. To, że po tych wszystkich latach zostaliśmy tak po prostu wyrzuceni na bruk bardzo zraniło mojego ojca. (…) Mam stąd tylko szczęśliwe wspomnienia, ciągle się śmiałem, gdy tu mieszkałem, choć wtedy budynek nie wydawał mi się tak wspaniały jak teraz. Zresztą, to było wtedy zupełnie inne miejsce, niezbyt dobra przestrzeń do życia, ale coś w sobie miało, można powiedzieć, że duszę”.

John Jessop: „Mieszkałem naprzeciwko The Mahogany Bar Mission, w St. Paul’s School, gdzie mój ojciec Heerbert Jessop był dozorcą w połowie lat pięćdziesiątych XX wieku. Graces Alley, w północnozachodnim narożniku placu Wellclose, była wówczas rzędem obdrapanych budynków, w większości somalijskich, z barami w parterze. Straszne miejsce pod niektórymi względami, ale zawsze interesujące i często zabawne”.

Samotność

Teren przejmuje lokalna firma Coppermill, a budynek działa, przez kilka lat, jako magazyn sortowni szmat, dopóki opłakany stan sąsiednim obiektów nie zaczyna zagrażać jego bezpieczeństwu. Paradoksalnie, tony materiału, wypełniające salę Johna Wiltona po brzegi, tak, że przestrzeń pod balkonami jest zupełnie niedostępna, stają się buforem, podtrzymującym uszkodzoną konstrukcję, a tym samym chroniącym budynek przed zawaleniem. W środku zapach samotności.

John Earl

Rada London County opracowuje, w latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku, plany rozbiórki i przebudowy dużej części obszaru dzielnicy East End, w tym Graces Alley. O dawnej sali muzycznej robi się głośno. Rozpoczyna się kampania na rzecz ratowania obiektu, o którym mówi się teraz Wilton’s Music Hall, prowadzona przez historyka teatru Johna Earl’a we współpracy z poetą Johnem Betjemanem i nowo powstałym British Music Hall Society. Ostatecznie budynek kupuje The Great London Council, nie zmienia to jednak jego tragicznego położenia. Nadal stoi pusty, doświadczając coraz większych zniszczeń i uszkodzeń konstrukcyjnych.

John Earl i Peter Honri zakładają fundusz pozyskiwania środków finansowych na remont obiektu. Pierwszy etap niezbędnych napraw zostaje zakończony w 1982 roku. Po nim następują kolejne, Wilton’s nadal nie spełnia jednak standardów bezpieczeństwa.

Mroczna atmosfera rozkładu przyciąga artystów. Frankie Goes to Hollywood kręci, w murach budynku, teledysk do utworu „Relax”, Annie Lennox do „No More I Love You’s”, a Richard Attenborough nagrywa sceny do filmu „Chaplin”.

Fiona Shaw i Deborah Warner

Środek zimy 1997 roku. Publiczność zostaje zaproszona na spektakl “The Waste Land”, w wykonaniu Fiony Shaw i reżyserii Deborah Warner. W budynku nie ma ogrzewania, na afiszu teatralnym widnieje więc napis: „Proszę, ubierz się ciepło”. Jeden z dziennikarzy dodaje: „Załóż twardą czapkę”. Występ otrzymuje entuzjastyczne recenzje. Wielu krytyków zwraca uwagę na niepokojący nastrój sali, podkreślający atmosferę poezji Eliota.

Mark Dornford-May

Dwa lata później do Wilton’s Music Hall wracają bardziej regularne występy, za sprawą Broomhill Opera, pod dyrekcją artystyczną Marka Dornforda-Maya, którego misją jest stworzenie warunków rozwoju utalentowanym młodym piosenkarzom i muzykom, wspieranym przez znanych dyrektorów operowych, takich jak Jonathan Miller, Elijah Moshinsky i Netia Jones. Budynek, po raz pierwszy od lat, bierze głęboki oddech. W 2002 roku zespół wyjeżdża do Afryki. Wilton’s znowu kamienieje w bezruchu.

Frances Mayhew

Frances Mayhew rezygnuje, w 2004 roku, z dobrze płatnej pracy w Interantional Managment Group, by zająć się ratowaniem starego teatru. Wilton’s od dwóch lat stoi pusty i jest zadłużony na 250,000 funtów brytyjskich. Mayhew początkowo pracuje więc za darmo. Wkrótce zostanie dyrektor artystyczną obiektu i zaszczepi w nim zarodek nowego życia.

Frances Mayhew: Budynek był na granicy bankructwa, Wetherspoons chciało go więc przejąć. Poszłam do ówczesnego zarządu Wilton’s Music Hall i spytałam, czy mogę zorganizować kilka koncertów i wydarzeń kulturalnych na deskach teatru, by spróbować uregulować zadłużenie. Przez pierwsze sześć miesięcy pracowałam zupełnie sama. Organizowałam wesela, sesje zdjęciowe i plenery filmowe, które odniosły ogromny sukces ze względu na wyjątkowość miejsca. Pięć lat później długi były praktycznie spłacone”.

W pracę na rzecz Wilton’s Music Hall angażuje się coraz więcej osób. Wolontariuszy. Miłośników teatru. Pracowników. Mayhew zwiększa widownię i wprowadza nowy program artystyczny. Budynek nadal toczy jednak wyścig z czasem, który najprawdopodobniej przegra. Nierównomierne osiadanie obiektu, przeciekające dachy, kruszące się cegły, zapadające podłogi i zawilgocone ściany stanowią coraz większy problem. Wszędzie widać zmęczenie materiału. Teatr desperacko próbuje odejść.

Ocalenie

SITA Trust i Foundation for Sport and the Arts wspierają finansowo pierwszą część kapitalnego remontu budynku – audytorium. W 2013 roku, dzięki funduszom powierzonym przez Heritage Lottery Fund, rozpoczyna się remont generalny wszystkich pięciu, wchodzących w skład Wilton’ s, domów. Projekt obejmuje również stworzenie nowej przestrzeni do nauki – Learning and Participation Studio. Dwa lata później Wilton’s będzie oddychał w pełni zregenerowaną piersią.

Prace budowlane realizowane są zgodnie z polityką „konserwatywnej naprawy”, polegającej na zachowaniu oryginalnej tkanki historycznej, by przyszłe pokolenia mogły doświadczać upływu czasu na podstawie fizycznych dowodów. Podejmowane są jedynie działania konieczne dla bezpieczeństwa i użyteczności budynku. Wszystkim zależy, by jedyna zachowana wiktoriańska gigantyczna sala muzyczna na świecie nie straciła swojego niepowtarzalnego klimatu romantycznej ruiny. Uszkodzony kominek, zepsute ramy okienne, fragmenty rur ze starej instalacji oświetleniowej, a nawet, znalezione w szczelinie ściany, wiekowe ptasie gniazdo nie mają prawa zniknąć.

Dom, który przetrwał ponad trzysta lat burzliwej historii, jest dziś najlepiej zachowaną tajemnicą wschodniego Londynu, nadal niepokojącą mrokiem wnętrz, gdzie z dala od wielkomiejskiego szumu toczy się artystyczne życie na miarę dwudziestego pierwszego wieku. Wilton’s stał się pomnikiem minionych czasów i ludzi, którzy zostawili w nim kawałek siebie. Pozostaje jednak pytanie: wygrał walkę o przetrwanie czy przegrał bitwę o prawo do bycia zapomnianym?

 

Zdjęcia: Nika Jaworowska-Duchlińska oraz Alexander Baxevanis, Paul the Archivist, Wiltonsfan i James Perry (na licencji CC-BY)
Ilustracja: Nika Jaworowska-Duchlińska
UdostępnijShare on FacebookGoogle+Pin on PinterestTweet about this on Twitter
  • Pingback: Prawo do bycia zapomnianym - 2wilki.pl()

  • m e

    „…przegrał bitwę o prawo do bycia zapomnianym?” Przebóg, nigdy przenigdy! Takie miejsce nie może odejść.

    • Nika Jaworowska

      Korespondent 2wilków sprawdził na miejscu. Jest dobrze. Godzina 19.00 – bilety wykupione. Twarze obsługi uśmiechnięte. Życie toczy się tutaj pełną gębą (radosną).