Galeria postaci zmyślonych: Pan(i) Pan(i)

Należeli do osób, które znają ofertę kulturalną miasta niemalże na pamięć i często z niej korzystają. Dla mnie byli zjawiskiem folklorystycznym, wartym szczególnej uwagi. Nie tyle z racji barwnej powierzchowności, co specyficznego sposobu bycia, zakrawającego na bohemę artystyczną doby modernizmu.

Najlepiej bawili się sami ze sobą, praktycznie nie zwracając uwagi na otaczający ich tłum. Przy czym, nie omieszkali tenże tłum prowokować i bulwersować, łamiąc normy obyczajowe, pogardzając konwenansami oraz nadużywając alkoholu i kto wie, czego jeszcze.

Wyglądali na osobliwą parę tej samej płci. Oboje podobnego wzrostu i postury, korzystali z usług tego samego fryzjera. Makijaż, w stylu lat osiemdziesiątych, był za to nieudolnym dziełem rąk własnych. W dodatku wykonanym dnia poprzedniego, o czym świadczyły nierównomiernie rozprowadzone cienie do powiek, rozmazany tusz do rzęs oraz tłuste ślady po czerwonej szmince wokół ust. Obie głowy, szczelnie przykryte sztruksowymi kaszkietami w kratę, były do siebie łudząco podobne. Gdyby nie drobne, acz widoczne różnice w fizjonomii oraz budowie anatomicznej, Pan i Pani mogliby być jedną i tą samą osobą. Kobietą lub mężczyzną. Bez różnicy.

Tego wieczoru, prowadzali się pod rękę po muzealnych salonach, szepcząc sobie coś do ucha i popijając wino. W przerwach pomiędzy łykiem trunku a zdaniem komentarza, chichotali głośno, wzbudzając tym większą sensację, niż wystawa malarstwa figuratywnego, której otwarcie właśnie świętowaliśmy. Nic dziwnego. Prezentowali się malowniczo jak żywcem wyjęci z, wiszących na ścianach, obrazów, dostarczając widowni dodatkowo bodźców dźwiękowych, a tym samym zwiększając swoją przewagę nad statycznymi, pozbawionymi werbalnej wymowy płótnami. Wychodząc, minęłam szwedzki stół, przy którym od dłuższego czasu stali Pan i Pani.

– Za pół godziny w Galerii Miejskiej jest otwarcie nowej wystawy. Chodź, jeszcze zdążymy – powiedziała Pani, poklepując Pana po ramieniu.
– Nigdzie nie idę. Już się najadłem – powiedział Pan, wycierając usta bawełnianą chusteczką drugiej świeżości.
– Bzdura! – parsknęła Pani – Nie można najeść się koreczkami, babeczkami i kanapeczkami na jednym wernisażu. W każdym razie nie na zapas. Pamiętaj, że instytucje kultury są zamknięte w wakacje.

Pan wziął głęboki oddech, jakby ta prozaiczna czynność miała zwiększyć pojemność żołądka co najmniej dwukrotnie, westchnął i poczłapał posłusznie w kierunku stacji metra. Widocznie nie chciał być głodny… kultury przez całe dwa miesiące.

Kilka dni później, z zapałem szaleńca, przejrzałam wszystkie, dostępne w sieci, ściągnięte od znajomych i własnoręcznie wykonane, zdjęcia. Nikt nie uchwycił, okiem aparatu fotograficznego, Pana i Pani. Nie mam więc żadnego dowodu na ich istnienie w przestrzeni publicznej, z wyjątkiem portretu pamięciowego, sporządzonego przez zaprzyjaźnioną rysowniczkę.

UdostępnijShare on FacebookGoogle+Pin on PinterestTweet about this on Twitter
  • Beata Kowalska

    O rety, pierwsze zdanie o mnie ;).

  • m e

    O mnie też pierwsze. Ale z drugiego akapitu… 😉

  • Karolina Grabarczyk

    Wygląda na to, że wcale nie takie zmyślone te postaci 😉